Zjednoczeni, ale czy zmotywowani?

Udostępnij

Patrząc na politykę przez pryzmat władzy i przywilejów, łatwo popaść w cynizm. Łatwo wylewać żale na własnym laptopie, w kawiarence, przed popołudniowym zebraniem online.

Jak zmusić obywateli do „wyjścia ze strefy komfortu”. Jak dokonać jakichkolwiek zmian? Co naprawdę może zmobilizować społeczeństwo do uczestnictwa w życiu publicznym? Czy naprawdę jesteśmy skazani na bierne poddawanie się, zepsutego „do szpiku” systemu? Może nie zmuszać, ale zachęcić? Tylko jak, kogo i kiedy?

Właśnie teraz – w czasie przedwyborczych kampanii.  

Przede wszystkim warto zrozumieć, że polityka nie ogranicza się jedynie do walki o władzę. Jest w niej coś więcej – jest to narzędzie, dzięki któremu można wpłynąć na kierunek, w jakim podąża społeczeństwo. W związku z tym, fundamentem aktywnego uczestnictwa w polityce powinny być wartości, które dana jednostka chce wprowadzić w życie na szerszą skalę.

W naszej historii widzieliśmy wiele ruchów społecznych, które mobilizowały ludzi nie tyle perspektywą władzy, ile pragnieniem zmiany. Były to ruchy oparte na idei sprawiedliwości, równości czy wolności. Często ich uczestnicy nie dążyli do osobistych przywilejów, ale do realizacji wspólnego dobra. Było to dążenie do głębszej zmiany, do demokratyzacji kraju, do praw człowieka.

Czy nadal potrafimy wzniecić ten ogień solidarności? Wspólnej sprawy?

Nie można zapominać także o sile społeczności lokalnych. To one mogą być źródłem niesamowitej energii i mobilizacji. Jeśli ludzie widzą, że ich działania mają realny wpływ na ich najbliższe otoczenie, są bardziej skłonni do aktywnego uczestnictwa w życiu publicznym.

Czy cały system jest do szpiku zły? Może niekoniecznie. System składa się z ludzi, a ludzie mają zdolność do zmiany. Owszem, trudno jest przeciwstawić się ugruntowanym strukturom władzy, ale historia pokazuje, że kiedy społeczeństwo jest zjednoczone w swoich dążeniach, potrafi dokonać niemożliwego.

W końcu, być może kluczem do aktywnej mobilizacji społecznej nie jest ani władza, ani przywileje, ale poczucie odpowiedzialności za przyszłość i chęć tworzenia lepszego jutra. Dlatego warto zastanowić się, co możemy zrobić my sami, zamiast czekać na zmiany „odgórne”.

Możemy iść na wybory, możemy wybrać lepszych ludzi. Warto też pomyśleć by takich ludzi tam umieścić. Wybrać mądrze. Czy możliwy jest mądry wybór, gdy wszystkie odpowiedzi do zaznaczenia w teście są złe?

Dlatego może warto już dzisiaj myśleć o następnych wyborach, by pojawili się na listach wyborczych specjaliści od zarządzania, inwestowania i rozwoju. Przestańmy wybierać etatowych polityków, którzy w normalnej, uczciwej pracy nawet jednego dnia nie przepracowali. Polityk to nie zawód, to przywilej nadany przez wyborców. Zacznijmy wybierać prawdziwych obywateli, którzy zaznali prawdziwego, polskiego życia.

Zdjęcie Duané Viljoen (udostępnione darmowo przez canva)

503
1

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 Komentarze

  1. W czasie poszukiwania w internecie informacji znalazłam ten artykuł. Wielu autorom wydaje się, że posiadają odpowiednią wiedzę na ten temat, ale tak nie jest. Stąd też moje ogromne zaskoczenie. Czuję, że powinienem wyrazić uznanie za Twoje działania. Będę polecał to miejsce i często tu zaglądał, żeby przejrzeć nowe posty.

  2. Niestety niektórzy (a może wlasnie dość sporo osób rządzących – również na szczeblu samorzadowym) uważa, że politykiem, prezydentem, wójtem, burmistrzem się jest. A to tak nie działa- burmistrzem, wójtem czy prezydentem się bywa. Wiele osób sądzi, że wybory to nie dla nich. Od mnóstwa znajomych słyszę „że co ten jeden głos zmieni”. A no zmieni. Bo jak powie tak 10,50 czy 100 osób, właśnie to może zmienić tak naprawdę wszystko. Właśnie można zmienić nurt myślenia społeczeństwa. Bo to ludzie decydują w jakim kierunku pojdzie świat. Co się będzie działo. Głosując (albo i nie ) na pewną partię wybieramy plan działań. Popieramy ich pomysły, co z kolei wpłynie na życie społeczeństwa (w tym i nasze). Nie wszyscy zdają sobie z tego niestety sprawę. Zgadzam się, że wybory, a w zasadzie czas przedwyborczy to tzw.konkurs na najsmaczniejsza kiełbasę. Ci, którzy przygotowali plan, najbardziej trafiający do ludzi – wygrają. My bierzemy udział w tym konkursie, bo taka kolei rzeczy, bo tak trzeba, ale też od nas zależy kogo poprzemy. Nie mamy wpływu na to czy Ci którzy wygrają dotrzymają słowa, ale mamy realny wpływ na to KTO wygra. Jeden głos znaczy naprawdę wiele!